Wyprawy określono jako charakter odkryć będącym etapem funkcjonowania w moim życiu. Latem 2006 roku określono à propos pracy w Birmingam na zmywaku, lecz z braku punktu zaczepienia zrezygnowano z tej opcji. Rok potem jeszcze podczas studiów w PWSZ w Nowym Sączu oszukano mnie poprzez rzekomą firmę Bartłomieja Ryby, który jakoby dostarczał długopisy do składania. Nie będę więcej pisał o pracy akwizytora w tym czasie (dla Allfinanz?). W 2008 roku uczestniczyłem w poszukiwaniach jenota w Dolinie Dunajca i rzeki Słomki jako podróżnik (i.e. pobyt w zagrodzie dla dzikich zwierząt u niejakiego Zielińskiego). W dalszym roku brałem udział w wędrówkach terenowych dotyczących obserwacji przyrodniczych w paru obszarach ważnych z naukowego i krajoznawczego punktu widzenia – w Gorcach, na Mogielicy oraz na Przehybie (ale nie wyczynowo). W 2010 roku podróżowaliśmy po Beskidzie Sądeckim, przez pasmo Jaworzyny Krynickiej oraz po wsiach naszego regionu (łącko, słopnice, grybów /?). Pracowałem na zieleni miejskiej w Nowym Sączu, gdzie mieliśmy możliwość napotkania rzadkich zwierząt np. na szuwarach w okolicach Nowego Sącza. To tak jak powiedział kiedyś A. Śliwa do taliba, trzetrzewioka: po co się masz denerwować, rób swoje. Niech się każdy zajmie swoją robota i będzie okej. Na zieleni pracowali tacy ludzie jak Iwańscy oraz Jaski oraz ludzie z Piątkowej. Podczas jednej z rozmów padło pomiędzy dwoma: “nie zachodź mnie od tylu, bo mogę cię nie zauważyć”. To było już jakiś czas temu, więc wielu z tych pracowników nie pamiętam z nazwiska. Zdobyłem life-science na krakowskim uniwersytecie, np. uczestnicząc na wykłady w Instytucie Zoologii przy ulicy Ingardena. Nie jest to dla mnie obecnie istotne.
W 2011 brałem udział w programie własnych podróży po Polsce, etapami oraz w ramach inicjatywy. Wziąłem udział w wolontariacie w Bieszczadach w badaniu ekologii troficznej – odchodów niedźwiedzi oraz z fotopułapek (listopad). W sierpniu i wrześniu 2011 roku uczestniczyłem w Białowieży w badaniach jeleniowatych Capreolus, nietoperzy oraz prowadziłem własne obserwacje zwierząt. Od września, w październiku, w listopadzie oraz w pierwszej połowie grudnia wyruszyłem m.in. na wybrzeże do Słowińskiego Parku i taksówką do Lęborka, w okolice miasta Koła, na Warmię, gdzie organizowałem projekt w ramach travellingu w okolicach powiatu bydgoskiego na gruntach rolnych, zadrzewieniach oraz w okolicach wsi z dawną zabudową. W owym czasie podróżowałem autostopem przy granicy niemieckiej, na ulicach Gubinu. Brałem udział w wyprawie do miasta Zwierzyniec, oraz uczestniczyłem w tropieniach ssaków w Roztoczańskim i Poleskim Parku Narodowym (lubelskie). Przepłynąłem łajbą z przewoźnikiem przez Wisłę na pograniczu województwa małopolskiego i świętokrzyskiego. Byłem w mieście Kazimierza oraz w agroturystyce na terytoriach nieopodal Kielc. Wędrowałem również w Zielonej Górze oraz w środowisku naturalnym województwa lubuskiego np. w Nowej Soli, gdzie prowadziłem obserwacje bobrów i innych zwierząt. Pracowałem w wolontariacie dla Uniwersytetu Pedagogicznego w Niepołomicach w ramach projektu lokalizacji stanowisk dzików, tzw. “gówien” lisich oraz obserwacji płazów. Przebywałem jakiś czas w terenie i w agroturystyce w miejscowości Kutno (?, łódzkie).
Na początku 2012 roku przybyłem do Białowieży po archiwalne numery Acta Theriologica. Kiedyś indziej uczestniczyłem w wyprawie na transekcie w Beskidzie Wyspowym, na Zbludzkich Wierchach (w następnym miesiącu). W marcu podróżowałem w Ciężkowickim Parku Krajobrazowym oraz w okolicach wsi Korzenna. Od kwietnia do czerwca brałem udział w obserwacjach przyrody na trasie szczawa – kamienica – łącko – czarny potok, oraz kamienica – zbludza – młyńczyska. Pracowałem wówczas w wytwórni wody mineralnej w Szczawie. W okresie letnim udzielałem się własną pracą w Kaliszu, w firmie zajmującej się renowacją fortepianów. Brałem udział w paru wyprawach w regionie np. przebyłem trasę 32 kilometrów pieszo nocą od tzw. miejscowości E na wschód w stronę Kalisza. Podczas innej wyprawy na terenie pól uprawnych, wiejskich krajobrazów i scenerii rzeki rozmawiałem z kierowcą dużego ciągnika rolniczego, o lokalnej faunie oraz agrotechnice. Wczesną jesienią byłem na ziemiach pomiędzy Łąckiem a Zagorzynem oraz Kicznią. Ludzie uczą się dużo, tak jak w praktyce budowlańca, słuchając francophone w mp3, podczas pracy krakowskiej i podłopień-explore, w październiku i listopadzie.
W styczniu 2013 brałem udział w wyprawie w Kotlinie Sandomierskiej (we wsi niedaleko Stalowej Woli), gdzie uczestniczyłem w polowaniu na dziki. Przyjęła mnie na nocleg rodzina lokalnych gospodarzy. W tym okresie wyruszyłem również ze wsi w Beskidzie Wyspowym o nazwie Chyszówki, celem wyprawy przez Mogielicę (spotkałem tam krajowca-górala, który martwił się o moją ryzykowną wyprawą przez przełęcz i Mogielicę). W okresie zimowo-wiosennym owego roku uczestniczyłem w podróży w Wiśnicko-Lipnickim Parku Krajobrazowym oraz w okolicach Lipnicy Murowanej, a także we wsi Iwkowa. Określiłem warunki naturalne, charakterystykę gatunkową dzikich zwierząt oraz oznaczyłem skauting jako formę podróży. Trudne warunki !!! Napisałem m.in. artykuł o zajęczakach Beskidu Wyspowego oraz o faunie ssaków z Kotliny Sandomierskiej, ponieważ byłem również latem owego roku w tym regionie Polski. W maju owego roku odwiedziłem Zoo w Płocku, a w czerwcu na Dolnym Śląsku w Strzelcach Opolskich i na pobliskich obszarach obserwowałem gatunki dzikich zwierząt. W autobusie jadącym tam rozmawiałem z młodym człowiekiem o piszących się książkach (dwie publikacje 2013). W okresie letnim brałem udział w wyprawie na Ziemi Tarnowskiej, w rubieże Zakliczyna (w Dolinie Dunajca) oraz na Pogórze Rożnowskie. W lipcu zgłosiłem chęć pracy w niemieckim gospodarstwie agroturystycznym oraz w Nowym Targu, ale tam przy produkcji odzieży lub butów, tylko bez rezultatu.
Również w tym czasie odbyłem wyprawę na dzikie ziemie w Beskidzie Wyspowym w okolicach Rupniowa. Od sierpnia do października pracowałem przy melioracji oraz przy robotach publicznych (wg. charakteru człowieka zwyczajnego). 11 listopada podróż od Kamienicy do Myślenic. W listopadzie (18-dnia miesiąca?) byłem w stolicy kraju na konferencji klimatycznej i bioróżnorodności. W pociągu rozmawiałem z inną jeszcze kobietą, która kwestionowała moje zamiary. “Po co tam jedziesz, nie wysadzaj nic w Warszawie” oraz z grupą ludzi, wśród których był pilot śmigłowca, który latał nad Warszawą w czasie konferencji. W grudniu byłem w terenie po słowackiej granicy, spotkałem słowaków, podróżowałem busem oraz odwiedziłem teren wyciągu narciarskiego. Na podstawie doświadczeń tych wypraw napisałem małe raporty. Nikt nie ucierpiał podczas moich podróży.
Wiosną 2014 roku uczestniczyłem w wyprawie niezależnej na trasie pomiędzy Zbludzą a Jastrzębiem, zaś jesienią na transekcie od Łącka do Czarnego Potoka. W Starym Sączu w marcu obserwowałem spotkanie Festiwalu Bonawentura, byłem też na rozmowie o pracę w firmie Zibud (miejscowość Kamienica). W tym samym miesiącu odwiedziłem targi Agro-Tech (Kielce, marzec ). W kwietniu 2014 roku uczestniczyłem w prezentacji książki “Dom nad rzeką Loes” spotkaniu z autorem w jednej z krakowskich księgarni. Wyruszyłem w wyprawę po Beskidzie Makowskim oraz odwiedziłem miasto Wadowice. Na przełomie kwietnia i maja pracowałem jako kamieniarz (praca na wysokości) dla polskiej firmy w stolicy Niemiec. Odwiedziliśmy razem z współlokatorami (np. M. Jakubowski, Gonzo oraz pracownikami, których nazwisk nie pamiętam) miejscowe targowisko, gdzie czasami przybywali ludzie z Bałkanów. Podróżowałem jako członek awanturników (?) w tym czasie w regionie Młyńczysk i Woli Kosnowej. W owym roku czytałem m.in. książkę : “Dzika Europa. Bałkany w oczach zachodnich podróżników” czy Podróże Bronisława Grąbczewskiego po Azji Środkowej. Wrzesień 2014 roku – wizytą na zamku w Nowym Wiśniczu, październik – wizyta w budynkach w Nowym Targu oraz na targach książki w Krakowie. Opisuję też moje doświadczenia z wizyty w listopadzie w tarnowskiej galerii sztuki, a w grudniu w muzeum górskim w Zawoi. 10. miesiąca przedstawionego roku oglądałem na widowni krakowskie Travenalia(spotkałem tam owych Los Wiaheros). Ale nie jestem radykałem. Czytałem w tych miesiącach czytadło o Nikoli Tesli, elektryczności oraz wynalazkach.
Na początku 2015 miałem wyjechać nad Bałtyk do firmy zajmującej się przetwórstwem ryb, ale z niewiadomych mi powodów robotę anulowano. Nadzieje były duże. Dali mi nawet namiary na zrealizowanie badań sanitarno-epidemiologiczne, przeprowadzono je. Wynik w porządku. Potem dodatkowo dotarłem do Niepołomic, rzucając na biurko tam swojej CV, a podczas rozmowy rekrutacyjnej przydzielono mnie jako kandydata do pracy w sklepie zoologicznym z niepołomickiej strefy ekonomicznej, o ile pamiętam. Nie przyjęto mnie. Wiosną owego roku oraz jesienią 2012 roku rozmawiałem z mieszkańcem Wolicy (część Łukowicy) – niejakim Mr. Popkiem, członkiem klubu paralotniarskiego. Czy ma to coś lub inne przypadki do imaginowanych projektów – “diaboł” z Toubou, kazachskie małe gatunki i theriologie, te dziwne środowisko naturalne, tropiki Afryki, egzotyczny wietnamski kurort czy wygnany podróżnik i jego fauna w Chinach? Chyba latem, jeszcze przed moją pracą w Krameko, kupiłem książkę “Imię róży”, ale dokładnie nie pamiętam. Miejsce zakupu: księgarnia na rynku w Krakowie. Na jesień pocztą przysłali mi książkę “Co nas nie z*bi*e”, Davida Lagercrantza. Jesienią pracowałem nie tylko w największym mieście Mazowsza, ale też w Czarnym Dunajcu, a nawet w Jaśle i zobaczyłem tamten słynny “dziki zachód”. W znacznej większości przypadków nie byłem skonfliktowany z żadnym prawem, wtargnięciem na jakieś grunty prywatne, posiadaniem broni nielegalnej czy spory z ludźmi. W Urzędzie Pracy mnie i brata skierowano do pracy ZPTS Przyszowa, lecz naszą kandydaturę odrzucono. Chamstwo.
W 2016 roku, początek roku to anomalie i nieszczęścia, lecz potem sytuacja była do zaakceptowania. Praca w ogrodach oraz w bazie wojskowej. Bodajże w październiku wyjechałem do Bratysławy w porozumieniu z firmą pośredniczącą z Katowic. W Bratysławie działa firma produkująca części do samochodów znanych europejskich firm. Nie zakwalifikowałem się tam, ale wracałem z buta do małopolski. To powiedział właśnie pośrednik, więc mnie pozostawiono samemu sobie. W firmie było dużo obcokrajowców z Bałkanów czekających na rozmowę kwalifikacyjną. W Bratysławie czekając na pociąg, spotkałem niejakiego menedżera, przypominał mi frontmana z bandu Brainstorm. Owy człowiek wskazał mi potrawę z tatarowca. Nieszczęścia. Jestem w Polsce ponownie. Pracowałem też dla firmy Prohabitat, niejakiego Rafała Bodziocha w pomiarach, w terenie i naukowych.
Na przełomie 2021-2022 utworzyłem konto do realizacji inwestycji w dziedzinie trading online na surowcach naturalnych i na gotówce, ale nie kontynuuję tego.
I don’t use this anymore.
Opracował: Tomasz Pietrzak. Jest to artykuł z dziedziny podróży, nauki i techniki.